Tragiczna strzelanina w urzędzie Hawierzowa

Wojciech Trzcionka
Matka Martina nie może pogodzić się z jego bezsensowną śmiercią.
Matka Martina nie może pogodzić się z jego bezsensowną śmiercią.
Morderca najpierw wpadł do ostrawskiej kancelarii Ivany Kabzanovej. Oddał w jej kierunku dwa strzały i wybiegł. Godzinę później pojawił się na sesji Rady Miejskiej w Hawierzowie, gdzie zastrzelił wiceprezydenta Martina ...

Morderca najpierw wpadł do ostrawskiej kancelarii Ivany Kabzanovej. Oddał w jej kierunku dwa strzały i wybiegł. Godzinę później pojawił się na sesji Rady Miejskiej w Hawierzowie, gdzie zastrzelił wiceprezydenta Martina Balšána.

Potem przystawił lufę do skroni i nacisnął spust. Tak dokonał żywota Pavel Slíva, 48-letni urzędnik, który na bezrobociu stał się desperatem.

Wstrząśnięta sypialnia
90-tysięczny Hawierzów leży na Zaolziu, blisko granicy z Polską. Do Cieszyna jest stąd zaledwie 20 kilometrów. Miasto powstało w 1955 roku jako „sypialnia” dla Zagłębia Ostrawsko-Karwińskiego i dotąd słynęło z tego, że było najmłodszym miastem Republiki Czeskiej.

Ostatnio Hawierzów wygląda jak wymarły. Nie odbywają się żadne imprezy kulturalne i sportowe. Zamknięte są dyskoteki. Flagi zostały spuszczone do połowy masztów. Na wietrze łopoczą czarne kiry. W westybulu Ratusza płoną świece. Ścianę wokół portretu Martina Balšána przykrywa czarne sukno. Stoi kilka wazonów z kwiatami. Jest też informacja, kim był wiceprezydent, kiedy się urodził i kiedy zmarł. Więcej pisać nie trzeba. Wszyscy mieszkańcy i urzędnicy z Hawierzowa doskonale wiedzą, jak zginął 32-letni „náměstek primátorky”. Wszyscy zastanawiają się też, jak to się stało, że Pavel Slíva, kiedyś podobno dobry, pracowity człowiek i wzorowy ojciec, dopuścił się takiej strasznej zbrodni! Niektórzy usprawiedliwiają jego desperację, większość jednak potępia człowieka: – Nie ma takiej rzeczy, za którą wolno zabić. A już na pewno nie dla pieniędzy!
Wiceprezydent Hawierzowa jest pierwszym zamordowanym politykiem w historii Republiki Czeskiej, więc media komentują to, co stało się w Ratuszu, na okrągło od dwóch tygodni.

Martin Balšán miał 32 lata. Osierocił żonę i 7-letnią córkę.

– To cios – ciężko wzdycha hawierzowski radny Edward Heczko.

– Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że ta tragedia wydarzyła się naprawdę – kiwa głową kolega zamordowanego polityka Lubomír Zaorálek.

Konał w kałuży krwi

Szalony plan podwójnego zabójstwa postał w głowie 48-letniego Pavela Slívy – na początku lat 90. dyrektora Służb Technicznych w Hawierzowie, a potem bezrobotnego, który procesował się z miastem o większe pieniądze za akcje pracownicze spółki. Gdy przegrał wszystkie sprawy w sądzie i został z długami, zaplanował zemstę na urzędnikach.
W poniedziałek 18 września przed południem Slíva odwiedził ostrawską kancelarię Ivany Kabzanovej, 55-letniej adwokatki, która prowadziła dla Hawierzowa sprawy majątkowe związane z akcjami. Wyjął z teczki pistolet i z zimną krwią zabił ją dwoma strzałami. Następnie spokojnie opuścił kamienicę, wsiadł do samochodu i pojechał do Urzędu Miejskiego w Hawierzowie, gdzie właśnie trwała ostatnia w tej kadencji sesja rady.
Jak gdyby nigdy nic wszedł na salę obrad, rozejrzał się, przywitał z kilkoma dawnymi znajomymi i zajął miejsce przy jednym ze stołów. Gdy zobaczył, że wiceprezydent wychodzi na zaplecze porozmawiać przez komórkę, poszedł za nim. Tym razem oddał cztery strzały – trzy w kierunku 32-letniego wiceprezydenta i jeden w swoją skroń.
Szaleniec zginął na miejscu, a Martin Balšán konał kilkanaście minut leżąc w kałuży krwi.
Gdy Petra Balšán odebrała komórkę i dowiedziała się, że jej mąż został postrzelony, od razu pojechała do Ratusza. Policjanci nie wpuścili jej jednak na salę.

– Dajcie mi chociaż przez chwilę potrzymać go za rękę – szlochała kobieta pod drzwiami urzędu.

Uratował go bolący ząb?

Pavel Slíva wszystko dokładnie zaplanował. Broń ČZ kaliber 9 mm posiadał legalnie, strzelał tak, żeby zabić. – Do kobiety oddał dwa strzały. Każdy z nich był śmiertelny. Do wiceprezydenta strzelał trzy razy, z czego dwa były śmiertelne – mówi lekarz sądowy Igor Dvořáček.

Policja podejrzewa, że wiceprezydent Balšán zginął trochę przez przypadek, w „zastępstwie” nieobecnego na sesji szefa Służb Technicznych Vojtěcha Kozáka, który tego dnia wziął wolne, bo... bolał go ząb.

– Wiceprezydent zajmował się co prawda sprawami ekonomicznymi, ale z problemami Pavela Slívy nie miał nic wspólnego – wyjaśnia policjant z wydziału przestępczości gospodarczej badającego sprawę.

Szef Służb Technicznych przyznaje, że gdyby poszedł na sesję, pewnie to on teraz leżałby w trumnie. Tym bardziej że gdy zabójca pojawił się na sali obrad, pytał o niego. – Byłem krytykowany przez Pavela Slívę i mogłem marnie skończyć – przekonuje Kozák.

– Balšán był przypadkowym celem – uważa też radny Karel Sachmerda, który znał i wiceprezydenta, i jego zabójcę. Tego drugiego ostatni raz widział trzy miesiące temu. Skarżył mu się, że ma długi. – Nosił ze sobą grubą aktówkę, w której trzymał cały swój rzekomy majątek, wszystkie papiery związane z akcjami – wspomina radny.

– To była normalna rodzina – mówi Janina Byrtusová, sąsiadka desperata. – Gdy dowiedziałam się, co się stało, zadzwoniłam do nich, bo nie mogłam uwierzyć. Żona już nie odbierała. Musiała wiedzieć, że Pavel nie żyje.

Chciał się odkuć

– Mąż strasznie przeżył to, jak się go pozbyli koledzy z technicznych służb. Miał wizję rozwoju firmy, pomysły, a oni nie dość, że nie dali mu korony, to jeszcze wyrzucili go z pracy. Zadręczał się tym – mówi żona zabójcy.

– Po odejściu z firmy miał dużo czasu. Remontował stary domek. Cieszył się małą wnuczką. Ale też dręczyły go brak pracy i długi – dodaje sąsiadka. – Czekał, aż zakończy się spór z miastem i wreszcie się odkuje. Liczył, że dostanie tyle pieniędzy z akcji, ile mu się należy.

Prezydent Hawierzowa Milada Halíková mówi, że Slíva żył w nierealnym świecie. – Miał akcje warte 104 tys. koron, a chciał za nie 5-6 mln koron. Chcieliśmy mu pomóc i uznaliśmy, że damy mu 600 tys. koron – mówi pani prezydent. – Na poniedziałkowej sesji zamierzaliśmy ostatecznie załatwić tę sprawę, która nie wynikła z naszej złej woli, ale została po naszych poprzednikach. Niestety, nie dobrnęliśmy do tego punktu...

Oddajmy mu cześć

W poniedziałek wszyscy radni i urzędnicy spotkali się na pogrzebie. Mała kaplica przycmentarna w Cierlicku nie mogła pomieścić wszystkich uczestników ceremonii, a wśród nich delegacji z Jastrzębia-Zdroju, miasta partnerskiego Hawierzowa. Przyjechali nawet przyjaciele z Chorwacji.

– Ciągle jestem w szoku! – mówiła podczas ceremonii żałobnej prezydent Hawierzowa. – Mam ochotę wykrzyczeć mój protest! Człowiek w dzisiejszych czasach stara się być przygotowany na wiele rzeczy, ale jak widać, nie na wszystko można się przygotować – dodała Milada Halíková.

Na pogrzeb przyszedł też Vojtěch Kozák, który był na czarnej liście szaleńca. – Martin Balšán może zginął za mnie, może za kogoś innego. Jesteśmy tu po to, żeby oddać mu cześć – mówił nad trumną.

Przed ceremonią radni zdecydowali, że pogrzeb wiceprezydenta odbędzie się na koszt miasta. Postanowili też sfinansować nagrobek i pomnik Martina Balšána oraz przyznali jednorazowy zasiłek dla rodziny (wdowa po urzędniku dostanie 50 tys., a córka 80 tys. koron). Na kolejnej sesji zdecydują, jak pośmiertnie uhonorować wiceprezydenta.

Bezduszna machina?

Po tragedii hetman okręgu morawsko-śląskiego (odpowiednik polskiego wojewody) Evžen Tošenovský zapowiedział, że sesje w gminach będą od tej pory ochraniane przez policję. – To działanie prewencyjne – zdecydował Tošenovský.

Samorządowcy nie wyobrażają sobie jednak, żeby w pracy mieli być chronieni przez policję albo straż miejską.

– Musielibyśmy zatrudnić dodatkowego człowieka, który przez cały dzień sprawdzałby petentów przy wejściu. To zbyt duży koszt, a mamy na co wydawać pieniądze.
Funkcjonariuszy potrzebujemy na ulicach, a nie w urzędzie – mówi wiceburmistrz Czeskiego Cieszyna Vít Slováček.

Tragedia sprowokowała też inną dyskusję, o urzędniczej bezduszności. W końcu sprawa, o którą walczył Slíva – niezależnie od tego, czy miał rację czy nie – zalegała na biurkach magistratu latami.

– Nie zgadzam się z tym, jak Pavel rozwiązał problem, ale trochę go rozumiem. Przez lata bił głową w urzędniczy mur. Wina nie leżała tylko po jego stronie – mówi były członek zarządu Służb Technicznych w Hawierzowie, który od 13 lat znał Slívę. – Ta śmierć powinna nas czegoś nauczyć. Urzędnik nie może być bezduszną machiną. Musi myśleć i przewidywać konsekwencje swoich decyzji...

Mniej wina w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie