Stoi w szczerym polu, jest gigantyczne i... dziwne. OLBRZYMIA konstrukcja pod Częstochową. Nie uwierzycie! Zobaczcie ZDJĘCIA

red.
Nie uwierzycie w tę historię! CZYM jest to ogromne coś? Niezwykła ciekawostka! W niewielkiej wiosce w pow. kłobuckim, w Rębielicach Królewskich znajduje się obiekt, który przyciąga coraz większą rzeszę turystów, fanów miejsc niezwykłych, ciekawostek inżynieryjnych... - znajduje się tam, olbrzymia turbina wiatrowa w kształcie koła. Turbina, która nigdy nie ruszyła. Poznaj tę historię; o wielkim, niezrealizowanym marzeniu.

Rozpoczynamy nasz nowy wakacyjny cykl - ŚLĄSKIE NIEZWYKŁE.

Wiatrak Gigant pod Kłobuckiem

W roku 1978 kiedy Józef Antos, zadecydował o zbudowaniu na swoim polu w Rębielicach Królewskich nietypową elektrownie wiatrową. Praca nad konstrukcją zajęła mu kilkadziesiąt lat - zakończył ja w roku 2003. Całość kosztów, związana z budową, została oszacowana na ponad 700 tys. złotych! Niestety, Józef Antos nie mógł znaleźć odpowiedniej prądnicy do zainstalowania w swojej turbinie. W 2009 roku konstruktor zmarł, a turbina nigdy nie została uruchomiona.

W tej chwili, olbrzymia konstrukcja niszczeje pozostawiona bez opieki.

Zobacz w galerii poniżej, jak wygląda obecnie.

Za zgodę na publikację zdjęć dziękujmy Urbex Team Extreme

O wyjątkowej konstrukcji, informował w roku 2003 Dzienniku Zachodnim.

Przypominamy fragment reportażu Jacka Piersiaka i Artura Ślusarczyka, z 13 sierpnia 2003:

Lubię mocne rzeczy - mocną wódkę, mocnych ludzi, mocne elektrownie - mówi Józef Antos, emeryt, właściciel zakładu rzemieślniczego z Rębielic Królewskich w powiecie kłobuckim. - Właśnie spełnia się moje największe marzenie - wskazuje ręką na gigantyczny wiatrak na swoim polu. - Nie jest największa na świecie, bo te trzyłopatkowe mają nawet po 100 metrów wysokości, a moja tylko 54. Ale na pewno jest najnowocześniejsza.

Trafić do niego bardzo prosto. Pomarańczowa konstrukcja wielkiej elektrowni wiatrowej widoczna jest nawet z kilkunastu kilometrów.

- Jak mielibyśmy go nie znać? - pyta Halina Cendal. - Toż nasze familie znają się od trzech pokoleń, a takiego człowieka ze świecą szukać. Samouk, a w kozi róg zapędził wielkie autorytety. Zna się na wszystkim.

Naukowcy twierdzili, że przy tak słabych jak w Rębielicach wiatrach przedsięwzięcie skazane jest na porażkę. Pan Józef nie dał jednak za wygraną. Pracował nad projektem kilkadziesiąt lat.

Ukończył technikum górnicze, wydział elektryczny. Przez 40 lat prowadził warsztat ślusarski - budował maszyny najróżniejsze, co komu było potrzebne. Teraz ma 71 lat i jest na emeryturze.

- Wszystko sam wymyślam i projektuję, ale rysunki robi mi znajomy - mówi Józef Antos. - Wiele lat temu przeczytałem artykuł o elektrowni wiatrowej w USA. To mnie zainspirowało. Dzisiaj jestem coraz bliższy realizacji marzenia. Konstrukcja stoi. Brakuje jeszcze całej części energetycznej - turbiny, transformatorów.

Panuje okropny upał, wiatru jak na lekarstwo, a jednak ogromne, kilkutonowe koło elektrowni wolno się porusza.
- Moja konstrukcja jest całkowicie nowatorska, została przeze mnie opatentowana, na pewno nigdzie na świecie nie pracuje taka elektrownia - mówi Antos. - Fundament pod konstrukcją waży 5,5 tys. ton, wytrzymałość została obliczona na siłę wiatru 60 m/s, czyli wiejącego z prędkością przekraczającą 200 km/h. Elektrownie trzyłopatowe przy wietrze wiejącym 4 m/s dają 1 kilowat energii, moja 150 kW, natomiast przy 14 m/s otrzymam 2000 kW. Obecnie konstrukcja waży 200 ton, jednak docelowo osiągnie wagę 240 ton.

Podczas prac projektowych Antos skonstruował 12 różnych modeli elektrowni. Po przeprowadzeniu niezbędnych badań udało się wybrać najwłaściwsze rozwiązanie. Siłowni z Rębielic Królewskich będzie miała pięciokrotnie większą moc od powszechnie stosowanych w Holandii. Wszystkie maszyny i urządzenia niezbędne do wykonania konstrukcji Antos zaprojektował i wykonał samodzielnie.

Stoi w szczerym polu, jest gigantyczne i... dziwne. OLBRZYMI...

- Gdyby w całym kraju zbudowano 100 tysięcy takich turbin, w sieci co 2,5 kilometra, otrzymalibyśmy 60 razy więcej energii niż obecnie produkuje się w Polsce! Mielibyśmy dobrobyt, wszystko byłoby tanie, bo do wszystkiego potrzebna jest energia - rozmarza się. - Żadna inna konstrukcja do tego się nie nadaje, bo tradycyjne trzyłopatowe ruszają dopiero przy wietrze 4 m/s, a moja już przy leciutkim zefirku, 0,5 m/s. Można zatem ustawiać je praktycznie wszędzie. Wyliczyłem, że w czerwcu i lipcu było 50 wietrznych dób, więc ta elektrownia będzie pracować 260 dni w roku. Chcę udowodnić wbrew wszystkim, że w niekorzystnej strefie wiatrów można wyprodukować dużo taniej energii. Na dobę mój wiatrak będzie w stanie wyprodukować 24 tys. kWh, elektrownia może przez cały rok zasilać 700 gospodarstw domowych.

Inwestycja dotychczas kosztowała ok. 700 tys. złotych, jednak potrzeba jeszcze ponad milion. Józef Antos liczy, że inwestycja zwróci się w ciągu 2 lat. W planach ma przygotowanie dokumentacji małych, domowych wiatraków o mocy 40 kW, które można będzie ustawiać nawet na dachach domów. Będzie tanio, wygodnie, ekologicznie.

Astronauci amatorzy polecieli w kosmos

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie