Niebezpieczne składowisko odpadów zostanie w końcu zlikwidowane

Wojciech Trzcionka
To tykająca bomba ekologiczna i trzeba się jej jak najszybciej pozbyć - tak przez wiele lat mówiło się o mogilniku, czyli podziemnym składowisku przeterminowanych środków ochrony roślin w Cieszynie-Gułdowach.

To tykająca bomba ekologiczna i trzeba się jej jak najszybciej pozbyć - tak przez wiele lat mówiło się o mogilniku, czyli podziemnym składowisku przeterminowanych środków ochrony roślin w Cieszynie-Gułdowach.

Likwidacja niebezpiecznych odpadów w końcu rusza.

Mogilnik znajduje się w lesie, w peryferyjnej dzielnicy Cieszyna, przy drodze na Ustroń. Uruchomiono go jeszcze za czasów PRL. Zapełniany był przez wiele lat. Składowano w nim głównie przeterminowane środki ochrony roślin i odpady chemiczne z Polifarbu.

Firma, której zleciliśmy zbadanie terenu, odnalazła tam trzy zbiorniki, a w nich ponad 30 ton niebezpiecznych substancji, które w każdej chwili mogły zatruć pobliskie stawy rybne - mówi wiceburmistrz Włodzimierz Cybulski.

Choć składowisko służyło całemu powiatowi, przed laty zostało skomunalizowane i teraz należy do miasta. Teren wokół mogilnika jest bardzo atrakcyjny (istniała tu harcówka), a niebezpieczne substancje przenikały do środowiska, więc miasto postanowiło go zrekultywować. Zgromadzenie niezbędnej dokumentacji trwało kilka lat, ale prace w końcu ruszą. Koparki wjadą na teren mogilnika w tym tygodniu.

Firma, która dostała zlecenie zrekultywowania terenu, musi wywieźć i zutylizować przeszło 30 ton szkodliwych odpadów oraz ponad 100 ton zanieczyszczonej ziemi. Potrwa to do połowy grudnia i będzie kosztowało 150 tys. zł. A potem rozpoczną się poszukiwania ostatniego, czwartego zbiornika, którego dotąd nie udało się zlokalizować.

- Ludzie, którzy znali to miejsce przed laty mówią, że bardzo się zmieniło, wyrosły drzewa, więc odnalezienie zbiornika nie będzie proste. Musimy to jednak zrobić, bo substancje w nim zawarte są niebezpieczne - mówi wiceburmistrz Cybulski.

Władze miasta liczą, że po zrekultywowaniu niebezpiecznego składowiska do dawnej harcówki wróci życie. Sami harcerze są zainteresowani powrotem do dawnych obiektów.

Ferdynand Andzioł od 27 lat mieszka obok niebezpiecznego składowiska.

- To był piękny ośrodek, wszędzie stały namioty, a pomiędzy drzewami poziomki rosły.

Od pięciu lat, gdy harcerze się stąd wyprowadzili, wszystko porastają chwasty, a budynki zamieniono w magazyny. Uciekli, jak dowiedzieli się o zatrutej ziemi.

Ludzie znowu chętnie widzieliby w dawnym ośrodku wypoczywających harcerzy. To piękne, spokojne miejsce, w lesie, z dala od drogi. Ale czy wrócą, czy znajdą się pieniądze na remont budynków?

Mniej wina w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie