Marek Migalski: Może kiedyś znów będę współpracował z Kaczyńskim

Witold Głowacki
Migalski: Rozumiem, dlaczego Kaczyński pilnuje partii.
Migalski: Rozumiem, dlaczego Kaczyński pilnuje partii. fot. Paweł Relikowski.
Z eurodeputowanym Markiem Migalskim rozmawia Witold Głowacki.

Jest pan zawodowym politologiem. Pisząc list otwarty do Jarosława Kaczyńskiego, musiał pan chyba wiedzieć, jak to się skończy.
Szczerze mówiąc, miałem dość dwojakie odczucia. Po części wydawało mi się możliwe, że moje słowa podziałają jednak jako jakiś dzwonek alarmowy, staną się impulsem do debaty nad obecną strategią polityczną i medialną PiS. Z drugiej strony wiedziałem, że prezes często bardzo ostro reaguje na krytykę - także konstruktywną. Ale mój list nie miał służyć wytykaniu błędów prezesa, tylko być wezwaniem do dyskusji o przyszłości partii. Jak widać, na tę dyskusję nie ma w PiS miejsca.

To samo mówili poprzedni PiS-owscy "dysydenci". Przecież co kilka miesięcy ktoś żegna się z tego powodu z partią.
Kiedy zostałem zaproszony do startowania z list PiS do europarlamentu, zgodziłem się nie po to, żeby totalnie podporządkować się woli prezesa, lecz także po to, by brać udział w kształtowaniu strategii tego obozu politycznego. Sądziłem, że chodzi o wykorzystanie mojej wiedzy, możliwość korzystania z mojego politologicznego warsztatu. Skończyło się jak w przypadku Dorna czy Zalewskiego. Coś na tym tracę, bardziej jednak chyba tracą PiS i frakcja parlamentarna Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, które pozbywają się jednego ze swoich posłów.

Na początku współpracy z PiS musiał pan jednak brać pod uwagę, że pańskie rady nie muszą być słuchane. Tak bywało zawsze. Niedawno ukazała się fascynująca biografia Kaczyńskiego, pióra Piotra Zaremby. Tego rodzaju ostrych zerwań można w niej naliczyć dziesiątki - od czasów opozycji w PRL. Ujazdowski, Dorn czy Zalewski dopiero wieńczą tę listę.
Ta sama książka i mnie pozwala lepiej zrozumieć Jarosława Kaczyńskiego. Właściwie po części dzięki niej zrozumiałem na dobre, dlaczego dzisiaj tak bardzo zależy mu na jedności partii i na kontroli nad nią. Przecież to Kaczyński był - jako prezes PC - jedynym politykiem tej partii ukaranym przez sąd dyscyplinarny ugrupowania, które sam stworzył. To on musiał w drugiej połowie lat 90. szukać dla siebie miejsca na listach Jana Olszewskiego, podczas gdy politycy PC startowali gremialnie z list AWS. Takie doświadczenia z pewnością były dla niego bardzo mocno formujące. I stąd styl, w którym dziś zarządza partią.

Mimo tego twardego stylu, wątpliwości co do nieomylności prezesa wciąż w PiS się zdarzają. Pański list otwarty podobał się Joannie Kluzik-Rostkowskiej i Pawłowi Poncyljuszowi - przyznali to publicznie. Ktoś jeszcze z polityków PiS gratulował panu odwagi?
Po napisaniu listu odebrałem bardzo wiele telefonów i SMS-ów z wyrazami cichego poparcia od posłów i polityków PiS. Rzecz jasna, publicznych deklaracji poparcia było znacznie mniej - ale to zupełnie zrozumiałe. Mam pełną świadomość, że ja mogłem sobie na to pozwolić znacznie łatwiej niż wielu moich kolegów. Mam tylko 40 lat, jestem wolny, mam zawód i przede mną jeszcze cztery lata kadencji w europarlamencie. Dlatego jestem w o wiele bardziej komfortowej sytuacji niż ktoś, kto za rok będzie kandydował do parlamentu z list ustalanych przez prezesa, ma do utrzymania rodzinę i jakiś ogromny kredyt do spłacania. I naprawdę rozumiem, że ktoś w tej sytuacji nie poprze mnie publicznie.

Oprócz SMS-ów z gratulacjami dostał pan jakieś o mniej przyjemnej treści? Ktoś z PiS przestał się panu kłaniać?
Przeciwnie - to ja przestałem się kłaniać dwóm osobom z PiS. Przekroczyli w swym zachowaniu wszelkie granice.

Czyżby miał pan na myśli koleżankę i kolegę?
Nie - dwóch kolegów.

Myśląc o koleżance, miałem na myśli Beatę Szydło, która wypomniała panu, że zanim napisał pan list, nie spotkał się pan z Kaczyńskim, nie zamknął z nim w gabinecie na Nowogrodzkiej i tego wszystkiego mu nie opowiedział.
To jeszcze nie powód do obrazy. Próbowałem się spotkać z prezesem, umówić z nim przez jego sekretarkę od września zeszłego roku. Bezskutecznie. Owszem - nie przyjąłem strategii niektórych kolegów z PiS - nie wysiadywałem godzinami w poczekalni przed jego gabinetem. To podobno skuteczna metoda.

Myśląc o koledze, myślałem natomiast o Mariuszu Błaszczaku, którego zdaniem napisał pan list, by promować swoją książkę.
Też nie o niego chodzi. Pozwolę sobie zachować te nazwiska dla siebie. Choć Błaszczak akurat był wyjątkowo rozkoszny, mówiąc, że teraz ujrzał moją "intelektualną miałkość". Usłyszeć coś takiego od niego było nawet zabawnie. Ostro pojechał po mnie też Joachim Brudziński, Marek Kuchciński porównał mnie zaś nawet do autorów niesławnego filmu "Dramat w trzech aktach". Ale dajmy już temu pokój.

Część kolegów panu sprzyja, część nie szczędzi razów, w każdym razie jednak w europarlamencie zostanie pan sam jak palec. Co pan tam teraz właściwie będzie robił?
Wydaje mi się, że nie zostanę jednak usunięty z komisji, do których należę. A zatem będę robił to, co do tej pory, jednak bez wsparcia kolegów i zaplecza klubu. Po prostu czeka mnie cięższa i - przyznajmy - mniej efektywna praca.

W takim razie jeszcze jedno pytanie o przyszłość. Historia politycznych wyborów Jarosława Kaczyńskiego pokazuje wyraźnie, że prezes PiS potrafi wbrew pozorom także wybaczać "politycznym zdrajcom". Gdyby miało tak się stać, wyobrażałby pan sobie za czas jakiś możliwość ponownej współpracy z Kaczyńskim?
Najpierw zaznaczmy wyraźnie - ja w swoim liście nie zwróciłem się przeciw prezesowi PiS. Nie próbowałem go urazić, nie stosowałem ciosów poniżej pasa. Dlatego nie widzę nic, co miałoby sprawić, że mosty między nami będą na zawsze spalone. A co do ewentualnej przyszłej współpracy - w polityce nigdy nie mówi się nigdy. Tym bardziej gdy łączą nas wspólne idee. A tak jest przecież w tym wypadku.

Za to nie jest tak w wypadku pana i Platformy, co podkreśla pan na blogu, żądając od polityków tej partii, by "wybili sobie z głowy tępymi młotkami" myśl, że mógłby pan do nich dołączyć? Rzeczywiście ktoś z Platformy Obywatelskiej to Panu proponował?
Teraz, po moim wystąpieniu i po wystąpieniach polityków PO, jest całkowicie jasne, że i ja nie szukam miejsca w Platformie, i Platforma zdaje sobie sprawę z tego, że nie będę do niej pasował.

Czym jest Fundusz Odbudowy i Krajowy Plan Odbudowy?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie