Ma kobieta smykałkę

wojciech trzcionka
Ewa Waszut ma 40 lat. Mieszka w Jaworzynce naprzeciwko Muzeum "Na Grapie", a pracuje w zakładzie krawieckim. wojciech trzcionka
Ewa Waszut ma 40 lat. Mieszka w Jaworzynce naprzeciwko Muzeum "Na Grapie", a pracuje w zakładzie krawieckim. wojciech trzcionka
Do zakładu w Istebnej przychodzi, gdy jeszcze jest ciemno, a wychodzi dopiero po zmroku. — Coraz więcej mamy roboty. Znaczy, że ludzie zaczynają wracać do tradycyjnych strojów, a to dobrze — cieszy się Ewa ...

Do zakładu w Istebnej przychodzi, gdy jeszcze jest ciemno, a wychodzi dopiero po zmroku. — Coraz więcej mamy roboty. Znaczy, że ludzie zaczynają wracać do tradycyjnych strojów, a to dobrze — cieszy się Ewa Waszut.

Krawcowa z Jaworznki szyje w miesiącu po kilka bruclików (góralskie kamizelki), nogawic (spodnie), męskich koszul i kabotków (damskie bluzki). Może gdzieś po domach w Koniakowie, Istebnej albo Jaworzynce ktoś jeszcze szyje góralskie stroje, ale ona — drobna, uśmiechnięta krawcowa — jest najprawdopodobniej jedyną góralką, która para się tym zawodowo.

— I jeszcze ma do tego smykałkę — przekonuje jej koleżanka z pracy.

Ewa Waszut 18 lat przepracowała w Sanatorium na Kubalonce. Z zawodu jest krawcową, więc jej miejscem pracy była szwalnia. Szyła firany, zasłony, ubrania dla lekarzy i pielęgniarek. Nadeszły jednak czasy zaciskania pasa, szwalnię zamknięto, a pani Ewa została zwolniona.
Miała szczęście, że trzy lata temu trafiła na Jana Motykę, który przyjął ją do pracy w zakładzie krawieckim. Dał jej wolną rękę. Powiedział, że ma szyć tak, żeby się sprzedało, więc pani Ewa wzięła się za robienie tradycyjnych strojów. Oboje dobrze na tym wyszli.

Już od dwudziestu lat

— Nasze typowe góralskie ubrania szyję od 20 lat. Zaczęłam od bruclika dla dziecka sąsiadki. O takiego, na roczek — ściąga z wieszaka i pokazuje małą, "słodką" kamizelkę. — Potem zrobiłam bruclik mojemu synkowi.

I tak się zaczęło. Z czasem było tego coraz więcej, a gdy przyszłam do zakładu w Istebnej, okazało się, że zapotrzebowanie na szycie nowych bruclików, nogawic i kabotków jest całkiem spore. Bo jak ludzie dowiedzieli się, że ktoś znowu szyje nasze tradycyjne stroje, to strasznie się ucieszyli.

Zegarmistrzowska precyzja

Klienci najczęściej zamawiają czerwone brucliki. — To odświętna kamizelka, w której chodzi się na wesela, komunie, konfirmacje. Czarne służą na co dzień — wyjaśnia Maria Rąblewska, druga krawcowa w zakładzie.

Sama nie szyje jednak góralskich ubrań, bo — jak mówi — nie ma ku temu talentu. Na zrobienie bruclika trzeba dobrego, wełnianego materiału i dwóch dni roboty.

Najpierw formą robi się wykroje, potem dokłada podszewkę i wycina kieszenie. Do czerwonej kamizelki koniecznie trzeba doszyć niebieskie wstążki i domowej roboty pompony (czarną haftuje się zieloną i czerwoną nicią).

Na koniec przez sznurek nawleka się (a nie przyszywa!) mosiężne guziki z orłem w koronie. To bardzo pracochłonne i precyzyjne zajęcie, dlatego bruclik dla dorosłego mężczyzny kosztuje około 250 zł (dla dziecka — 100 zł).

Sznurek w dwie godziny

Czasami zakład krawiecki ma problemy ze zdobyciem odpowiedniego materiału, bo wełna, szczególnie na nogawice, nie może być za cienka i nie może się mechacić. Potem sztuką jest dobrze skroić spodnie. Forma jest do szpica i materiał musi się dobrze układać w kroku. Jeżeli krawcowa źle przyłoży igłę, panów będzie uwierało...

Najbardziej pracochłonne przy robieniu nogawic jest dopiero ich wykańczanie. U dołu spodnie muszą mieć kolorowy sznurek, a kręci się go ręcznie z niebieskiej i czerwonej włóczki. Czasami na 30 centymetrów traci się i dwie godziny.

Na komunie i wesela

— Najwięcej zamówień jest przed komunią, bo u nas każdy chłopak musi mieć na tę okazję nowy bruclik — tłumaczy Maria Rąblewska.

Sporo bruclików, nogawic i kabotków zamawiają zespoły regionalne z Trójwsi oraz Zaolzia. Pojawiają się też szefowie domów wczasowych, którzy szukają strojów dla kelnerów i recepcjonistek.

Są też klienci indywidualni, którzy wybierają się na wesele i koniecznie chcą pójść w nowym stroju góralskim. — Ostatnio był u nas pan z Bytomia. Żenił w Istebnej syna i chciał mieć piękny czerwony bruclik — opowiada Ewa Waszut. — Uszyłam mu taki piękny, że hej!

Kredyt hipoteczny, to coraz większe ryzyko. UOKiK ostrzega.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie