Gołębie straszyły grypą

Łukasz Klimaniec
Zajęliśmy się sprawą martwych gołębi – mówi Ireneusz Brachaczek z cieszyńskiej policji.
Zajęliśmy się sprawą martwych gołębi – mówi Ireneusz Brachaczek z cieszyńskiej policji.
Groźba ptasiej grypy zawisła nad Cieszynem, gdy w różnych miejscach miasta znaleziono martwe gołębie. Wszystko zaczęło się od znalezienia kilkudziesięciu martwych ptaków przez strażników miejskich i pracowników firm ...

Groźba ptasiej grypy zawisła nad Cieszynem, gdy w różnych miejscach miasta znaleziono martwe gołębie.

Wszystko zaczęło się od znalezienia kilkudziesięciu martwych ptaków przez strażników miejskich i pracowników firm zajmujących się sprzątaniem miasta. Najwięcej było ich w okolicach ulic Bielskiej i Stawowej. Później na martwe gołębie natrafiali mieszkańcy Cieszyna. Sprawa trawiła na policję, która prowadzi czynności sprawdzające. Martwe ptaki trafiły do specjalistów.

Trzeba było wykluczyć ptasią grypę - wyjaśnia Bogusław Kubica, powiatowy lekarz weterynarii. Wszystkie objawy wskazywały na zatrucie pokarmowe. Tylko czym kilkadziesiąt gołębi znalezionych w różnych rejonach Cieszyna mogło się zatruć? Sekcja, jaka została przeprowadzona w cieszyńskim punkcie weterynaryjnym potwierdziła przypuszczenia Kubicy. Gołębie padły nie z powodu wirusowej choroby, ale zostały otrute. Na wszelki wypadek dla pewności podobne badania przeprowadzono w Zakładzie Higieny Weterynaryjnej w Katowicach, który to potwierdził. Specjaliści wykryli, że gołębie zatruły się ziarnem, jakie było siane na jednym z cieszyńskich pól, które w swoim składzie miało substancję szkodliwą właśnie dla ptaków.

- Mężczyzna, który siał ziarno posiadał wszelką dokumentację i działał zgodnie z prawem - wyjaśnia Ireneusz Brachaczek, oficer prasowy cieszyńskiej policji. Potwierdza, że policja prowadzi "czynności sprawdzające, których celem jest ustalenie prawdopodobieństwa przestępstwa". Zastrzega, że nie ma mowy o ukaraniu rolnika, bowiem ten nie popełnił przestępstwa.

Bogusław Kubica, który zapoznawał się z dokumentami rolnika potwierdza, że mężczyzna był nawet przeszkolony, a ziarno miało niezbędny atest producenta.

- Każda istota żywa chce coś jeść. Gdy gołębie jadły ziarno, nie było jeszcze śniegu na polach, więc nie szukały specjalnie pożywienia. To po porostu nieszczęśliwy przypadek - uważa lekarz weterynarii.

Znalezienie martwych ptaków wywołało dyskusję o gołębiach w Cieszynie. Wielu mieszkańców, zwłaszcza żyjących w okolicy Rynku, a także właścicieli lokali w centrum Cieszyna zwracało uwagę na problem gołębi paskudzących parapety, Rynek i fontannę. Z pytaniem do mieszkańców w tej sprawie zwrócił się nawet burmistrz Bogdan Ficek, który poprosił internautów o pomysły rozwiązania kłopotu z gołębiami.

- Sugestie były różne, nawet bardzo futurystyczne. Albo takie, które już znamy i próbowaliśmy zastosować, ale bez efektu. Niedawno dowiedziałem się o efektach walki z gołębiami w Nowym Jorku. Tam też próbowano wielu metod. Najskuteczniejsza okazała się jedna: nie dokarmiać gołębi. Wówczas ptaki szukały innych miejsc - mówi burmistrz.

Tu jednak pojawia się kolejny kłopot - codziennie na cieszyńskim Rynku można spotkać osoby młode i starsze, które dokarmiają ptaki. Zdarzają się starsze kobiety, które przynoszą torebki z kaszą, którą wysypują gołębiom na Rynku.

Kazimierz Płusa, komendant Straży Miejskiej w Cieszynie przyznaje, że nie było do tej pory osób, które skarżyłyby się na gołębie. - Dla właścicieli lokali to kłopot, ale z drugiej strony to także atrakcja dla turystów. My jedynie podczas kontroli czystości możemy zwrócić uwagę na ten problem - wyjaśnia. Dodaje, że wielu mieszkańców indywidualnie walczy z gołębiami przez stosowanie różnych zabezpieczeń na parapetach. W wielu przypadkach to pomaga.

Burmistrz Ficek zgadza się, że głębie to atrakcja. Ale pod jednym warunkiem: sto ptaków jest jeszcze do wytrzymania, ale kilkaset to już przesada i problem.


Jak w Wenecji z gołębiami walczą

Problem gołębi dotyka wiele słynnych miast, np. Wenecję, gdzie historyczne zabytki i pałace są dzień po dniu dewastowane przez gołębie. W słynnym włoskim mieście gołębie niszczą pomniki nie tylko żrącymi ekskrementami,

ale także wyrządzają inne szkody. Najgorsza sytuacja jest na placu św. Marka, przy którym znajdują się najważniejsze zabytki - bazylika, Pałac Dożów, biblioteka Marciana, i gdzie gołębi są tysiące. Nadzór archeologiczny po analizie zdjęć z prac renowacyjnych fasady pałacu stwierdził, że w niektórych miejscach płaskorzeźby są całkowicie zniszczone przez ptaki. Efekt? Burmistrz Wenecji Massimo Cacciari wydał postanowienie zakazujące turystom karmienia gołębi na słynnym placu św. Marka. Zakaz będzie obowiązywał

od 30 kwietnia 2008 roku. Jak wyjaśniły władze miejskie w oficjalnym komunikacie, ich celem jest "redukcja szkód wyrządzonych przez gołębie i zapobieżenie ryzyku sanitarnemu, powstałemu przez nagromadzenie gołębi i turystów".

Niezdyscyplinowanym sprzedawcom grozić będą bliżej niesprecyzowane "bardziej radykalne środki".

Tajemnica Marchewki

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie