Gigantyczna koronka koniakowska: Człowiek spod koronki nie wychodził - mówi twórczyni [ZDJĘCIA]

Katarzyna Koczwara
Rekordowa koronka koniakowska światu pokazana została 18 sierpnia jako finał Dni Koronki Koniakowskiej 2013.
Rekordowa koronka koniakowska światu pokazana została 18 sierpnia jako finał Dni Koronki Koniakowskiej 2013. Janusz Małyjurek
Udostępnij:
Marta Haratyk, koronczarka z Koniakowa, w specjalnej rozmowie mówi o największej na świecie koronce koniakowskiej, o mobilizacji do pracy nad nią i przerwie od heklowania po miesiącach pracy.

Jak się pani czuje w momencie, gdy dzieło nie tylko zostało ukończone, ale także pokazane światu?
Jest duża satysfakcja. Zaczynając człowiek nie był pewien, czy zdrowie dopisze, czy się ukończy prace, mam 70 lat i wszystko mogło się zdarzyć. To była wielka odpowiedzialność, dziś jest duża radość.

Co było najtrudniejsze? Od razu wiedziała pani, jak ta koronka ma wyglądać?
Nawet nie myślałam, że to się tak potoczy. Widziałam ją w wyobraźni, ale ile będzie mieć rzędów nie przewidziałam. Nici trzeba było dokupować. Najtrudniejsze było dopilnowanie, by poszczególne elementy były takie same, nie za małe, nie za mocno nabite. Każdy robiony był oddzielnie, wymagał dodatkowej obróbki.

To była praca zespołowa, pracowałyście codziennie?
Tak 5 osób przez 4 miesiące pracowały nad tą koronką. Ja codziennie nawet do godziny 22. Jestem na emeryturze, więc było mi łatwiej. Najbardziej obciążało to oczy, choć na szczęście z wiosną dzień się wydłużał. Im koronka była większa, tym było trudniej. Człowiek spod koronki nie wychodził. Proces musiał postępować, nie mogłyśmy na siebie czekać.

Pojawił się problem z zapałem, zaangażowaniem?
Trzeba to było łączyć z pracą zawodową. Zaangażowałam moje córki, jak zaczęły, musiały dokończyć, choć na początku chyba zadowolone nie były. Ja jednak wiedziałam, co robię. Wiedziałam, co potrafią. Koronczarek u nas jest dużo, ale nie wszystkie dobrze szydełkują.

Nasza współpraca się układała. Trzeba coś z siebie dać. Dziś wiele osób za szybko odpuszcza. Ja sobie mówiłam „Alleluje i do przodu”.

Co okazało się największym wyzwaniem?
Utrzymanie w czystości każdego elementu. Trzeba było bardzo uważać. Pracowałyśmy na czysto, bez prania na końcu. Konieczna była troska o czystość, przede wszystkim rąk.

Po tak intensywnym czasie zrobi sobie Pani wakacje od szydełkowania?
Nie, cały czas coś robię. Tylko wrażenie dziwne, jak ma się małą koronkę w ręce. Jakie to lekkie. Stale coś muszę robić, by ręce były w ruchu. Mam 70 lat, jak przestanę, szybko opadnę z sił. Codziennie mam nowe pomysły. Cały czas też czuję wsparcie od Boga. On dał zdrowie, intuicję i talent.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Najbardziej poważne zawody według Polaków ZOBACZ RANKING

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie