Gangi to milicja

Rozmawiał: Wojciech Trzcionka
Marian Wantulok i Sebastian Bestrzyński wrócili z podróży cali i zdrowi. Foto: WOJCIECH TRZCIONKA
Marian Wantulok i Sebastian Bestrzyński wrócili z podróży cali i zdrowi. Foto: WOJCIECH TRZCIONKA
Pod koniec ubiegłego tygodnia dwaj koledzy, przewodnicy PTTK, 39-letni Marian Wantulok (ustroński strażak) i 33-letni Sebastian Bestrzyński (podleśniczy w Wiśle) wrócili z długiej wyprawy na Syberię.

Pod koniec ubiegłego tygodnia dwaj koledzy, przewodnicy PTTK, 39-letni Marian Wantulok (ustroński strażak) i 33-letni Sebastian Bestrzyński (podleśniczy w Wiśle) wrócili z długiej wyprawy na Syberię. Starą ładą, którą przed wyjazdem kupili za 1000 zł, dotarli nad Bajkał.

DZ: Samochód się psuł?

Marian Wantulok: Tylko dwa razy. W Rosji zepsuło się chłodzenie silnika, a w drodze powrotnej wygotował się akumulator. Samochód nie sprawiał prawie żadnych problemów.

DZ: Ale nie dojechaliście pod granicę mongolsko-chińsko-rosyjską, jak zamierzaliście...

Sebastian Bestrzyński: Bardzo chcieliśmy dotrzeć do trójstyku, w okolice Ćity, ale ograniczała nas wiza. Musieliśmy się stawić na granicę przed 23 sierpnia i baliśmy się, że gdy pojedziemy dalej, nie zdążymy wrócić w terminie. Gdybyśmy pojechali, byłaby to tylko jazda dla jazdy, a nie chcieliśmy udowadniać, że łada to najlepszy samochód na świecie i wszędzie dojedzie. Bardziej nam zależało, żeby posiedzieć w jednym miejscu, porozmawiać z ludźmi, poobserwować ich, poznać mentalność.

DZ: Podobno mieliście problemy na granicy?

S.B.: Trzeba było, na przykład, płacić ukraińskim celnikom 5 dolarów. Dotąd nie wiemy za co była ta łapówka. Papiery mieliśmy w porządku. Celnicy szukali chyba dziury w całym. Celnik po prostu przyszedł, wepchnął łeb do samochodu i powiedział, że nie myślimy. No to wtedy dopiero pomyśleliśmy... i pogranicznik zrobił się niesamowicie życzliwy.

M.W.: Sebastian miał nowy, czerwony, paszport, a ja starszy, granatowy. Mieliśmy w nich pieczątki, że wyjeżdżamy do Rosji służbowo. To miało nam pomóc w poruszaniu się po kraju, jednak rosyjski pogranicznik przyczepił się i nie chciał nas przepuścić z tego powodu, że mieliśmy paszporty w różnych kolorach. Wtedy też musieliśmy płacić.

DZ: Podobno przydało się pańskie prawo jazdy?

M.W.: Nawet bardzo. Mam w nim zdjęcie zrobione w mundurze strażackim. Gdy u celników ukraińskich zagadnąłem, że też pracuję na granicy, od razu byli milsi. Potem w Rosji zdjęcie pomogło w kontaktach z milicją. Powiedziałem, że ja ?toże policjant w Polsze? i od razu rozmowa była inna.

S.B.: Ale spotykaliśmy też życzliwie nastawionych milicjantów, tyle że dopiero za Uralem. Niektórzy mówili nawet, że służyli w Polsce. Tam mentalność jest już zupełnie inna. Ludzie żyją w Rosji, ale są Tatarami, Buriatami. Mają poczucie małej ojczyzny.

DZ: Podróż minęła bezpiecznie?

S.B.: Raczej tak. Gangi są, ale w miastach. Największym jest sama milicja.

DZ: Jesteście zadowoleni z wyjazdu?

M.W.: Jestem rozczarowany Rosją, Bajkałem, mentalnością ludzi, ale generalnie z podróży jestem zadowolony, bo zobaczyłem to, o czym marzyłem od wielu lat.
DZ: Co was najbardziej rozczarowało?

M.W.: Przewodniki. Piszą, że gdzieś tam są piękne rosyjskie domki, a w rzeczywistości uroczy jest jeden na tysiąc. Rozumiem, że tam jest bieda, ale pokrzywy nie muszą rosnąć do połowy okien, a gnój można wywieźć na pole. Wszędzie nad Bajkałem są potworne ilości śmieci. Rosjanie podjeżdżają nad jezioro samochodami, nieraz mercedesami i leksusami, otwierają drzwi i puszczają muzykę na cały regulator. Potem biorą siekierę, ścinają całe brzozy i sosny, żeby rozpalić ognisko i przygotować posiłek. A zostawiają po sobie niesamowite sterty śmieci!

DZ: Spotkaliście jakiegoś Polaka?

M.W.: Koło Wierszyna, polskiej wioski na Syberii, natrafiliśmy na pasterza. Podjechał do nas na koniu, poczęstowaliśmy go papierosem, wywiązała się krótka rozmowa i okazało się, że jest z pochodzenia Polakiem. Jego pradziad przez osiem miesięcy był wieziony na zesłanie (za handel przygraniczny), nazywał się Wójcik, a pochodził z... Wisły. Potwierdziliśmy, że chodzi o naszą Wisłę.

DZ: Gdzie będzie następna podróż?

S.B.: Nie zdradzę. Mamy kilka pomysłów. Wiążą się z Azją, bo jest tam bardzo tanio.

M.W.: Marzę o przejściu całego łuku Karpat. To około 3500 km. Jest to do zrobienia w rok, ale nie wcześniej niż za kilka lat. Na razie obiecałem żonie, że zabiorę ją na wakacje, ale w jakieś bardziej cywilizowane rejony.

Mniej wina w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie