Chłopcy chcą iść w ślady Jerzego Dudka

WOJCIECH TRZCIONKA
Jakub Dziubalski ma 11 lat i wielkie marzenia: być szybkim jak grający w Liverpoolu Polak Jerzy Dudek i zwinnym jak Francuz Fabien Barthez. Na razie przyszedł na pierwszy trening. Zapału mu nie brakuje. To bardzo ważne.

Jakub Dziubalski ma 11 lat i wielkie marzenia: być szybkim jak grający w Liverpoolu Polak Jerzy Dudek i zwinnym jak Francuz Fabien Barthez. Na razie przyszedł na pierwszy trening. Zapału mu nie brakuje. To bardzo ważne. - Bycie bramkarzem to ciężki kawał chleba. Wymaga wielu treningów i charakteru - tłumaczy Jarosław Salachna, wychowanek Piasta Cieszyn, wieloletni bramkarz drugoligowego Górnika Pszów, który na starym stadionie nad Olzą założył szkółkę bramkarską. Teraz szkoli w niej jedenastu chłopców.

- Gdy wróciłem kilka lat temu do Cieszyna, sportu w mieście praktycznie nie było. Pomyślałem, że dobrze by było zrobić coś z tymi młodymi chłopakami. No i założyłem szkółkę - mówi Salachna. Chwilę zasępia się: - Nie jestem pewien, ale w Polsce chyba nie ma drugiej takiej szkoły, jak ta przy Mieszku-Piast.

Dzisiaj na stadion pod Wałką przyszło trzech nowych marzycieli. Wszyscy mówią, że stanie w bramce jest lepsze niż gra w polu. Dlaczego? - Bo nie trzeba biegać - wyjaśnia Jakub i biegnie do kolegów. W jednej części boiska ćwiczą młodzi hokeiści na trawie, w innej juniorzy Towarzystwa Sportowego Mieszko-Piast. Są też adepci szkółki piłkarskiej.

15-letni Łukasz Więcek przyjeżdża na treningi autobusem z Zamarsk. Jest najwyższy w grupie. Ma 185 cm wzrostu i całkiem nieźle łapie. - Grałem już w trampkarzach w LKS Zamarski, ale rok chorowałem. Teraz postanowiłem wrócić - mówi gimnazjalista. Gdy zaczyna się rozgrzewka, pierwszy ustawia się w szeregu.

Salachna uczy chłopców techniki, prawidłowego upadku, łapania piłki i robinsonatu, czyli rzutów w powietrzu. - Cały czas jesteśmy skoncentrowani. Pamiętajcie, że trening traktujemy jak mecz. Musicie dawać z siebie wszystko ? woła do nieco roztrzepanych, ale pełnych zapału chłopców Salachna. Młodzi zawodnicy robią wszystko, co każe trener. Bez zbędnych dyskusji. - Zawsze asekurujemy piłkę ciałem. Karol, nie puszczaj piłki. Trzymaj ją jak największy skarb - poucza jednego z chłopców pan Jarek.

Mateusza Jakubca rodzice przywożą do szkółki od roku. - W polu mi nie szło, więc tata powiedział: "Stań synku na bramce". Chyba dobrze zrobiłem. Lubię bronić - wyznaje 12-latek w nieco wytartym niebieskim dresie. Jego o rok młodszy kolega, Tomek Kostorz, długo się nie zastanawia, gdy pytam, dlaczego woli bronić, niż biegać za piłką. - Lubię się rzucać i nie boję się tego - się. - Chcę stać w bramce Liverpoolu, jak Jerzy Dudek.

Szkółka działa dopiero od półtora roku. Treningi odbywają się raz w tygodniu, ale już niedługo chłopcy będą mogli ćwiczyć częściej. Tak przynajmniej zakłada trener. - W przyszłości chcę podzielić ćwiczenia na dwie kategorie wiekowe. Na razie organizuję nabór, wybieram najlepszych i z nimi pracuję. Bez podziału na wiek - tłumaczy Salachna - Po pierwszej selekcji widać, czy chłopak ma predyspozycje na bramkarza, czy jest szybki, zwinny, zwrotny, sprytny. Nikogo nie chcę zniechęcać do uprawiania sportu. Chłopakowi nie musi wyjść stanie na bramce, ale kiedyś może przecież zostać dobrym koszykarzem czy pływakiem. Ważne, żeby przychodząc tutaj połknął bakcyla sportu.

Na razie trenerowi w oko wpadło dwóch zawodników. Pierwszy to Mateusz Jakubiec. - Ma zadatki na dobrego bramkarza. Jest bardzo ambitny - przekonuje Salachna. Drugi to 17-letni junior Zbigniew Huczała, z którym trener był już na testach w Odrze Wodzisław. ? Chcę bronić. Mam to we krwi. Nie umiałbym cały dzień siedzieć za biurkiem. Będę grał - obiecuje uczeń Zespołu Szkół Rolniczych.

Zachętą do udziału w treningach młodych zawodników mają być spotkania ze znanymi bramkarzami. W zeszłym roku chłopcy oglądali jak broni Grzegorz Tomala z pierwszoligowej Odry Wodzisław. Teraz przyjadą kolejni. - Już rozmawiałem ze Zbyszkiem Robakiewiczem i Grzegorzem Szamotulskim. Niech oni przekonają tych młodych chłopców, że warto trenować - tłumaczy 31-letni szkoleniowiec.

Jarosław Salachna sam nie gra już zawodowo w piłkę. Pracuje jako celnik na przejściu granicznym w Cieszynie-Boguszowicach. Chętnie wspomina. - Karierę piłkarską zaczynałem w Piaście Cieszyn. Byłem ambitny, chciałem iść wyżej - wyznaje. Pierwszym trenerem Salachny był Czesław Banot (przez lata zawodnik Odry Wodzisław), drugim wielokrotnym reprezentant Polski, piłkarz Górnika Zabrze Jan Gomola.

W latach 1989-1995 pan Jarek grał w drugoligowym Górniku Pszów. Potem wrócił na Śląsk Cieszyński. Kopał piłkę w Piaście Cieszyn, Beskidzie Skoczów, Kuźni Ustroń. Teraz zrobił kurs trenerski i wybiera się na staż do pierwszoligowego Banika Ostrawa. - Działa tam szkółka bramkarska podobna do tych przy Feyenoordzie i Ajaxie Amsterdam. Można się dużo nauczyć i przywieźć doświadczenia do Cieszyna. Marzy mi się, żeby z tych chłopców byli kiedyś prawdziwi bramkarze - przekonuje Salachna.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie