Chciał nas spalić!

Wojciech Trzcionka
Artur Drapa podnajmował pokój u Rudolfa M. Gdyby nie jego interwencja, mógł spłonąć cały budynek sąsiadujący z zakładami kartoniarskimi. Wczoraj wietrzył i sprzątał mieszkanie niebezpiecznego sąsiada.
Artur Drapa podnajmował pokój u Rudolfa M. Gdyby nie jego interwencja, mógł spłonąć cały budynek sąsiadujący z zakładami kartoniarskimi. Wczoraj wietrzył i sprzątał mieszkanie niebezpiecznego sąsiada.
Mój sąsiad już po raz trzeci próbował podpalić mieszkanie. Trzeba go zamknąć, bo zginiemy — uważa Artur Drapa. Mieszkańcy kamienicy przy ulicy Frysztackiej w Cieszynie są przerażeni.

Mój sąsiad już po raz trzeci próbował podpalić mieszkanie. Trzeba go zamknąć, bo zginiemy — uważa
Artur Drapa. Mieszkańcy kamienicy przy ulicy Frysztackiej w Cieszynie są przerażeni. Od kilku lat pod jednym dachem żyją z piromanem, który chce ze sobą skończyć podpalając mieszkanie. — Wszyscy możemy pójść z dymem. To wariat, nie wiem czemu lekarze dotąd nie zamknęli go w psychiatryku — dziwią się ludzie.

Wszędzie był dym
Kamienica przy ulicy Frysztackiej 27 należy do Zakładu Budynków Miejskich. Rudolf M. mieszka na drugim piętrze. Jest bez dochodów. Czasami idzie pozbierać złom, ale co zarobi to przepije. Nie ma z czego żyć, więc podnajął jeden z pokoi 24-letniemu Arturowi Drapie. Ten czasami robi mu zakupy, płaci rachunki. Skombinował nawet telewizor i fotel.

Życie z Rudolfem M. za ścianą nie jest sielanką. 35-latek leczy się psychiatrycznie i bierze leki, ale lubi też wypić. A jak już popije, pali meble, dywany, fotele. Nie przejmuje się sąsiadami. — Ciągle muszę go pilnować — opowiada pan Artur. — W piątek wezwałem pogotowie, bo truł się tabletkami.

W sobotę przed południem Drapa wyskoczył na zakupy. Do mieszkania wpadł tylko na chwilkę, żeby odłożyć siatki. Drzwi u sąsiada były uchylone i coś go tknęło, żeby zajrzeć do pokoju. Patrzy, a tam w fotelu siedzi pijany sąsiad i obserwuje jak pod szafą pali się ognisko zrobione z gazet oraz zdjęć rentgenowskich.

— Wszędzie był dym, więc pootwierałem okna i pobiegłem po wodę. Napełniłem miskę i zalałem ognisko. Zaraz potem zszedłem do budki telefonicznej, żeby wezwać pogotowie i policję. Gdy wróciłem, ognisko znowu się paliło, a Rudek siedział w fotelu. Całe szczęście przyjechali policjanci i już razem ugasiliśmy drugi pożar — opowiada Artur Drapa. — Za ścianą są zakłady kartoniarskie, nad nami mieszka starsza kobieta, która niedosłyszy i z trudem się porusza. Mogliśmy wszyscy zginąć!

Tabletki zapił wódką
Dlaczego rozpalił ognisko? Sąsiad mówi, że Rudolf M. czekał na konkubinę, która w sobotę miała go odwiedzić z trzyletnim synem Dominikiem. Gdy się nie zjawiła, z rozpaczy chwycił za butelkę wódki.
— Tylko dzięki przytomności sąsiada nie doszło do tragedii. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby ten człowiek rozpalił ognisko w środku nocy, gdy kamienica spała — mówi aspirant sztabowy Ireneusz Korzonek, rzecznik prasowy cieszyńskiej policji.

Piromana zabrała policja. 35-latek trafił do aresztu. Był otumaniony, bo tabletki zapił tanią czeską wódką. We krwi miał aż 3,3 promila alkoholu.

Wczoraj piromanowi postawiono zarzut spowodowania bezpośredniego niebezpieczeństwa pożaru, który zagrożony jest karą więzienia od 6 miesięcy do 8 lat. Nie wiadomo jednak, czy mężczyzna trafi za kratki.

Ludzie się boją
— Ten człowiek od dłuższego czasu leczy się psychiatrycznie — przyznaje nadkomisarz Wiesław Połednik, szef wydziału kryminalnego cieszyńskiej policji.

Sąsiad Rafała N. jest przerażony myślą, że piroman mógłby wrócić do starego mieszkania. — To był trzeci raz jak próbował nas spalić. Od kiedy go znam odgrażał się, że wypali tę chałupę. A lekarze go badali i wypuszczali. Co to za ludzie, ja bym go w życiu nie wypuścił! Jeżeli teraz policja też go zwolni, to ja się wyprowadzam. Nie mam zamiaru pilnować wariata. Chcę żyć!

— O losie tego mężczyzny zdecyduje psychiatra. Jeżeli uzna, że zagraża otoczeniu, to umieści go w zakładzie zamkniętym — przekonywał w południe nadkomisarz Połednik.

Po południu Rafał N. przeszedł badania w Szpitalu Śląskim w Cieszynie. Lekarz uznał, że mężczyzna nie stanowi zagrożenia dla innych, bo przyczyną jego zachowania jest głównie alkoholizm i zwolnił pacjenta do domu.

Co pan teraz radzi sąsiadom piromana?
— Nie mogę przed kamienicą postawić policjanta, żeby pilnował jegomościa. Współlokatorzy po prostu muszą mieć się na baczności — przekonuje Połednik. — Teraz tylko sąd mógłby skierować go na przymusowe leczenie odwykowe.

Mniej wina w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie